Home » Konsumenckie » Państwo beneficjentem oszustw monopolistów. Jak przepłacamy za wodę.

Państwo beneficjentem oszustw monopolistów. Jak przepłacamy za wodę.

Nasila się w Polsce zjawisko państwowego oszustwa. Państwo, któremu bezustannie brak pieniędzy, przestało bronić obywatela przed monopolami, co jeszcze niedawno stanowiło jeden z jego obowiązków na rzecz wspólnoty. Gorzej – zaczęło też być beneficjentem istnienia monopoli. Urząd Antymonopolowy de facto przestał pełnić swoją funkcję.

Wyższe ceny i inflacja, to wyższe wpływy do budżetu – z tego też zapewne powodu nie napotykają na niemal żadne przeciwdziałanie niekończące się podwyżki cen paliw, energii i wody, mające ogromny wpływ na inflację. Oczywiście, nie mówimy tu o wahaniach, które spowodowane są ogólnoświatowymi zmianami cen surowców, energii, czy kursami walut – mówimy wyłącznie o spekulacjach na poziomie krajowym.

Jednocześnie jesteśmy świadkami wycofywania się Państwa z coraz większej ilości swoich dotychczasowych obowiązków i zamiany aparatu państwowego w biznes dający zyski rządzącym, a nie obywatelom.

Z jednej strony istnieją energetyczne monopole spółek z udziałem Skarbu Państwa, których działanie nie jest poddawane prawom rynku, z drugiej strony Państwo zainteresowane jest tym, by monopoliści podnosili ceny, samo zaś umywa ręce, tłumacząc: „To nie my”. Odgrywa się też teatrzyki w rodzaju: „PGNiG chciało ogromnej podwyżki, ale my pozwoliliśmy tylko na niewielką…”. Oczywiście owe monopolistyczne spółki z udziałem Skarbu Państwa, stanowiące miejsce ogromnego marnotrawstwa lub wypływu publicznych zysków, obsadzone są przez partyjnych uczestników tego systemu.

Na przykładzie cen wody, której dostawa stanowiła do niedawna jeden z podstawowych obowiązków Państwa, a dostęp do niej stanowił niezbywalne prawo obywateli, pokażemy, jak nieuczciwie opróżniane są nasze portfele.

Woda, jako samoodnawialny zasób naturalny, nic nie kosztuje, płacimy wyłącznie za transport, czyli koszt jej pobierania, filtrowania i transportu do naszych mieszkań.

Przed rokiem 1990 koszt dostarczania wody był niewielki i ustalany centralnie – woda była jednym z podstawowych dóbr, którego dystrybucję wykonywało Państwo w ramach ustawowych obowiązków, a koszt utrzymania i uzdatniania sieci wodociągowej finansowany był w większości z naszych podatków.
Po 1990 roku, dystrybucję wody przejęły gminy, lecz nie zadbano, by była ona nadal uznawana za medium, do którego dostęp stanowi podstawowe prawo obywatela – szybko zaczęliśmy płacić za nią coraz więcej, choć przecież podatków nie zmniejszono.
Formalnie przedsiębiorstwa wodociągowo-kanalizacyjne nadal są przedsiębiorstwami o charakterze użyteczności publicznej. Celem działalności tego typu organizmów gospodarczych jest zaspokajanie zbiorowych potrzeb mieszkańców, a nie osiąganie zysku. Zysk powinien być minimalny i ustanawiany tylko na potrzeby utrzymania i modernizacji sieci wodociągowej.
W praktyce jednak górny margines ceny, która zapewnić ma ów, w założeniu wyłącznie inwestycyjny zysk, jest zazwyczaj nadmiernie windowany w górę – na dodatek ten społeczny zysk równie często rozpływa się w powietrzu lub przeznaczany jest na inne cele, ponieważ inwestycji dokonuje się na poziomie minimalnym.

Cena 1 m3 wody w roku 2004 wynosiła 2.20 zł. Dziś przekracza 5 zł. Są to dane oficjalne, ceny, które możemy wyliczyć z naszych realnych opłat są prawie zawsze wyższe. W sumie, na przestrzeni 20 lat wzrosły one o kilkaset procent. A przecież oficjalnie mamy roczną inflację rzędu 2-3% (ostatnio 4-5%)!

Często karmi się nas kłamstwami o tym, że wody jest coraz mniej i dlatego jej cena musi wzrastać. Tymczasem średni roczny poziom opadów w Polsce nie zmienił się od lat i oscyluje wokół 600 mm na metr kwadratowy, poziom wód w rzekach nie zmienił się tak samo (pomijamy krótkookresowe wahania opadów i poziomu wody).

Nie odgrywa tu też roli wzrost popytu (choć i tak nie powinien odgrywać roli, jeśli uznajemy, że woda nie jest przedmiotem zysku i jest we władaniu publicznym) – bo go nie ma.
W rzeczywistości mamy do czynienia z ogromnym spadkiem popytu na wodę: w 1988 roku zużywaliśmy 219 l na głowę mieszkańca dziennie, w 1990 roku było to już 210 l., w 1995 roku – 169 litrów, w 1997 roku – 150 litrów,  w 1999 roku – 136 litrów, aż do 99 litrów w 2007 roku  i 97 litrów  w 2009 roku!

W ratyfikowanej przez Polskę deklaracji Dublińskiej określono, iż podstawowym prawem każdego człowieka jest dostęp do czystej wody po osiągalnych cenach. Uznaje się tam, że wydatki te nie powinny przekraczać 3% dochodów gospodarstw domowych. W Polsce ten próg został dawno przekroczony – wyliczenia wykonane wśród kilkunastu znajomych osób wykazały, że wydatki na wodę oscylują między 5 i 7% dochodów rodziny (Warszawa). Tymczasem prof. Marek Roman, b. rektor Politechniki Warszawskiej, specjalista w dziedzinie gospodarki wodnej, jeszcze w 1995r. określił, że w naszych warunkach krytyczny wskaźnik wydatków na wodę razem ze ściekami w gospodarstwie domowym wynosi 5%. Jest to tzw. wskaźnik społecznej akceptowalności opłat za wodę ścieki – rodzina nie jest w stanie regulować rachunków za wodę i ścieki po przekroczeniu tego progu i powinna otrzymywać wsparcie społeczne od gminy w postaci dodatku.

Dystrybucja wody nie jest objęta monopolem państwowym. Jednak w praktyce nie ma możliwości korzystania z konkurencyjnych sieci wodociągowych. Istnieje w tym przypadku monopol naturalny.

Kolejnym miejscem, w którym wykorzystuje się nieświadomość ludzi, są spółdzielnie mieszkaniowe lub zarządcy wspólnot – przy użyciu zaciemniających obraz rozliczeń dodają ukryte marże do cen wody – rzadko kiedy mieszkaniec osiedla ma podpisaną umowę z wodociągami, przeważnie rozliczenia wody dokonuje administracja osiedlowa. Sytuacja powtarza się – do ceny wody administracje często dodają ukryte marże, choć przecież i tak płacimy oddzielne kwoty na fundusze remontowe, które powinny pokryć ew. naprawy sieci na terenie budynku, czy osiedla. Ukrywaniu nienależnych opłat służy niemożność skontrolowania przez mieszkańca ubytków wody, czy prądu na cele ogólnowspólnotowe (oświetlenie klatek i uliczek, podlewanie trawników itp.) oraz tak zwane prognozowanie, znane z opłat gazowych i energetycznych. Jeśli przyjrzysz się uważnie swoim rozliczeniom czynszu, z dużym prawdopodobieństwem odkryjesz nienależne opłaty…

Sprawa dystrybucji wody to nie jeden przypadek, gdy jesteśmy oszukiwani ponosząc wielokrotną opłatę za to samo. Podobne sytuacje dotyczą opłat związanych z utrzymaniem i budową dróg, zdrowiem, szkolnictwem…

Czynności, które należały do Państwa i opłacane były z naszych ogromnych podatków, są wycofywane z domeny państwowego zarządzania i zmuszeni jesteśmy do ponownego ponoszenia ich kosztów, najczęściej w sposób nieprzejrzysty i oszukańczy, a nie mamy żadnej możliwości, by uniknąć monopolu, lub ta możliwość jest tylko pozorna.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Drukuj
  • email
  • PDF

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.