Home » Cenzura, Ideologiczne, Inne, Medialne, Naukowe, Polityczne » Cenzury nie ma, ale…

Cenzury nie ma, ale…

Na portalach mainstreamowych coraz częściej nie sposób doszukać się informacji dotyczących tematów niewygodnych dla rządu lub tychże mediów. Jeśli nie da się ich ukryć – manipuluje się nimi. np. dołączając do nich niedopuszczalną w rzetelnym dziennikarstwie interpretację, lub wręcz fałszując je.

Gdy przyjrzymy się bliżej temu zjawisku, można zauważyć kilka podstawowych chwytów stosowanych przez manipulujące portale, chwytów, które powodują, że wspomniana cenzura i manipulacje wprowadzane są w życie w białych rękawiczkach.

Pierwszy, najczęściej stosowany chwyt, to podawanie informacji w taki sposób, by przydać jej emocjonalną formę, np. negatywną, lub prześmiewczą, przykrywając tą formą istotę informacji. Często używanie emocjonalnych wzmocnień ma na celu odwrócenie lub zmianę sensu informacji. Taki charakter mają teksty niektórych pracowników Gazety Wyborczej, zwłaszcza znanej z tego typu praktyk Katarzyny Wiśniewskiej:
http://wyborcza.pl/1,76842,11584616,Trwaja_i_walcza.htmlhttp://wyborcza.pl/1,90913,12109051,Pojdzmy_wszyscy_do_KRRiT.html.

Ten sam cel – wzbudzenie emocji – ma wybieranie zdjęć ilustrujących teksty o politykach opozycji: przed wyborami zjawisko to nasila się – widzimy wówczas najbardziej wykrzywione zdjęcia nielubianego przez mainstream lidera opozycji.

Innego chwytu używa się w przypadku spraw, które ewidentnie chce się zamieść pod dywan, gdy ich treść jest tak wymowna, że nie sposób odwrócić jej znaczenia, wyśmiać. Wówczas informacja nie pojawia się w serwisie, ale okazuje się, że została ona wprowadzona od razu na dalekich podstronach, do których mało kto jest w stanie dotrzeć, bo brak linków prowadzących ze strony głównej. Gdy szukamy tematu w wyszukiwarce, okazuje się, że informacja została w serwisie umieszczona, jednak osoba przeglądająca portal nie ma możliwości prostego dotarcia do niej ze strony głównej bez przejrzenia po drodze kilkunastu lub kilkudziesięciu innych stron.

W ten sposób portal unika zarzutu cenzurowania treści, de facto cenzurując je.
Tak było np. z informacjami dotyczącymi protestu rolników w Bydgoszczy, z marszów protestacyjnych w sprawie TV Trwam, raportu NIK na temat KRRiTV…
Zjawisko to pokazuje, jak zmieniają się metody cenzury w dobie przemian technologii informacyjnych – przy natłoku informacji zaśmiecających umysł odbiorcy o wiele większą rolę w kształtowaniu jego poglądów pełni selekcja informacji, cenzura dotyczy więc selekcji, nie zaś samego zaistnienia lub niezaistnienia przekazu informacji.

Na niższym poziomie podobna manipulacja może dotyczyć nagłówka wiadomości – wiadomo, że większość ludzi, z powodu natłoku informacji, czyta tylko nagłówki, ewentualnie kilka pierwszych akapitów. Dlatego też często stosowana jest manipulacja polegająca na tym, że nagłówek wiadomości nie odpowiada treści: negatywny przekaz zawarty w tytule koliduje z pozytywnym przekazem tekstu, lub wiadomość o zdarzeniu, o którym krzyczy tytuł, nie znajduje potwierdzenia, gdy czytelnik zagłębi się w dalszą treść artykułu.
Przykład pierwszy z brzegu – tekst z dzisiejszej Gazety Wyborczej:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114878,12186605,Alarmujace_zdjecia_NASA___97_proc__lodu_na_Grenlandii.html?utm_medium=SM&utm_campaign=FB_Gazeta&utm_source=facebook.com
Kto przeczytał tylko nagłówek, może myśleć o tym, jak katastrofalnie ociepla się klimat, artykuł znakomicie wpisuje się w akcję tzw. kłamstwa klimatycznego.

Ostatecznymi, najbardziej agresywnymi formami manipulacji są kłamstwo i cenzura.
Kłamstwo jest coraz częściej obecne w mediach. Takim kłamstwem były doniesienia związane z katastrofą smoleńską – np. zmyślenie przez Gazetę Wyborczą słynnej kłótni pilota Tupolewa z gen. Błasikiem, lub kłamstwo o obecności generała w kokpicie samolotu. Kłamstwa te, gdy zostały zdemaskowane, spełniły zresztą odwrotną rolę – wielu ludzi wcześniej nie podejrzewających zamachu zaczęło dopuszczać jego prawdopodobieństwo, po co byłaby bowiem kreowana fałszywa rzeczywistość?

Ponieważ przy podawaniu kłamstwa można się narazić na proces sądowy, dlatego też asekurowanie się kłamców użyciem trybu przypuszczającego wypowiedzi bywa czasem kuriozalne. Tak jak np. na portalu Newsweeka:

Cenzura dosłowna nie jest stosowana często, ponieważ w razie zdemaskowania i nagłośnienia najszybciej przynosi szkody cenzurującemu. Jest stosowana w ostateczności, gdy inne środki zawiodą lub gdy dotyczy sprawy krytycznie istotnej dla cenzurującego. Opisaliśmy to np. w przypadku manipulacji lewicowego portalu Onet:
http://oszustwo.eu/archives/1795

Rzetelne dziennikarstwo zanika, przytłoczone ideologicznym lub politycznym naciskiem. Warto mieć tego świadomość i korzystać z wielu źródeł informacji, samemu wyrabiając sobie poglądy. Czasy gwarantowanego obiektywizmu dziennikarskiego, takiego, jaki reprezentowało BBC,  dawno minęły. Jeśli chcemy żyć świadomie, musimy uruchomić w sobie zdolności do analizy rzeczywistości, z których dotąd, ufni w dziennikarskie rzemiosło, nie korzystaliśmy.

(26.07.2012)

Podziel się na:
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop
  • Drukuj
  • email
  • PDF

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.